Przejdź do głównej zawartości

Posty

"To właśnie ja" czyli pierwsze koty za płoty. #Camino4

Trasa z Irun do Pasai była najpiękniejszym miejscem jakie widziałam do tej pory na ziemi. Pierwszy raz zobaczyłam coś tak cudownego: Ocean i góry. Ogromna, wszechogarniająca przestrzeń, siła i moc Boga... Aparat wyjmowałam z częstotliwością co 5 sekund. Szłam wolno, rozkoszując się tym co widziałam. Szłam i czułam, odczuwałam….. Jednak jedna myśl nie pozwalała rozpłynąć mi się w tej rozkoszy: obawa czy będę miała gdzie spać. Kiedy doszłam do mojego pierwszego albergue strach miałam wypisany na twarzy. Moje oczy były tak nim przepełnione, że kiedy zobaczyła mnie hospitaliero zaczęła od razu uspokajać że wszystko będzie dobrze. I to był ostatni raz kiedy przerażenie mnie przerosło. Od tej chwili wiedziałam, że nawet gdybym miała spać na środku ulicy, na plaży czy w ciemnym lesie to dam radę. Po drodze czekało mnie jeszcze parę "gorszych chwil" ale od tej pory było już inaczej. Zadziałała tu nie tylko troska Boga ale to jak mnie prowadził i co ważnego o mnie mi odkrywał. J...

Kiedy początek zmienia się w Dogę #Camino3

Kiedy początek zmienia się w Drogę? Może wtedy kiedy robi się pierwszy krok z plecakiem na plecach. Może wtedy kiedy do paszportu pielgrzyma wpada pierwsza pieczątka. Może wtedy kiedy słyszy się pierwsze Bueno Camino. Może.... może ktoś zna odpowiedź na to pytanie. Ja szczerze mówiąc nie wiem... Kiedy jechałam do  Irun miałam wrażenie że jadę na koniec świata. W pewnym momencie w autobusie zostałam tylko ja.. Dla mnie to był koniec świata. Jedni jadą do Azji, inni do Australii albo na biegun. Dla mnie ta wyprawa była właśnie taką jak dla innych biegun. Tak to był koniec świata. Z tysiącem lęków. Z totalnym brakiem pewności i wiary we własne siły. Z brakiem dobrej znajomości języka. Z małym funduszem ekonomicznym. Z tym wszystkim znalazłam się na końcu świata. Miałam do wyboru: wrócić (nigdy w życiu) albo przekroczyć tę granice. Kiedy planowałam Camino, kiedy wyruszałam w Drogę oczekiwałam dwóch rzeczy. Pierwsza to totalny brak oczekiwań. Chciałam być na tyle otwarta, na tyle "...

Początek #Camino2

Mówi się, że Drogę rozpoczynasz od progu własnego domu. Tak było i ze mną. Zamknęłam drzwi, przekręciłam klucz, schowałam go do nie używanej przez następne miesiące kieszeni. Od tego momentu nic już nie było takie samo.... Radość mieszała się ze strachem, euforia z przerażeniem, ciekawość z niepewnością. Mój pierwszy etap Poznań - Paryż. Z każdą sekundą oczekiwania na dworcu serce waliło mi co raz mocniej. Co tu dużo mówić ja po prostu "sikałam ze strachu". Ostatni raz za zachodnią granicą byłam dobrych 18 lat wstecz. Sama - nigdy. We Francji - nigdy. Bałam się wszystkiego: że się zgubię, że mój bagaż pojedzie w inną stronę niż ja, że autobus wysadzą terroryści, że mnie okradną, że..... była tego cała masa. Więcej niż połowa tych leków, to były rzeczy, które mogły się wydarzyć (no nie wiem) w 2%. Jednocześnie ten lęk był tak duży, że aż czułam go fizycznie. Tak miało być jeszcze przez kilka następnych dni. To był czas spotkania się z własnymi lękami. Czas przyznawania się d...

Droga czyli wstęp po wstępie #Camino1

Podobno Droga zmienia. Mówią też, że z Drogi nikt już nie wraca taki sam. A ja zastanawiam się czy z Drogi można w ogóle wrócić... Czy ja wróciłam? Jaka wróciłam? Co się zmieniło? Pytają mnie o Drogę, pytają o Camino (różni ludzie w różnych okolicznościach). Pytają jak tam jest, jak to wygląda, jak to się przeżywa. A ja odpowiadam: "Nie wiem.". Tylko tyle mogę powiedzieć. Naprawdę nie wiem.  Ja wiem jak wygląda (wyglądała) moja Droga. Wiem jak się szło trasą Camino del Norte w tym konkretnym czasie kiedy ja szłam. Tyle wiem... O tym mogę opowiedzieć. Ale czy to czyni mnie w jakikolwiek sposób ekspertem, specjalistą od drogi? No nie, nawet "ciut, ciut".  Jestem za to sobą i jako ja jestem w Drodze. I o tym mogę opowiedzieć.....

Wróciłam czyli wstęp przed wstępem.

Zanim wyruszę w to co ważne a co w Drodze się zadziało i zadziewa aż do teraz chcę zacząć od powrotu. WRÓCIŁAM. To słowo / to przeżycie chyba najlepiej teraz mnie definiuję. Wszystko co dzieje się teraz z tego wynika. Obserwuję moje dziś które mnie otacza. Słucham, pytam, czytam, oglądam i myślę sobie: "Jestem szczęściarzem. Dziękuję Ci Dobry Boże." Nie będę zmyślać i snuć górnolotnych wywodów jak to dobrze odciąć się od internatu i w ogóle od wszystkiego. Zresetować się, wyciszyć i wrócić takim mega wolnym że wow. (Chociaż gdyby ktoś potrzebowała to na pewno interesujące przeżycie). Nie miałam tez takich założeń a czasem potrzebowałam kontaktu ze światem również tym internetowym. Byłam kompletnie sama. (Tak na Camino można być samemu). I czasem w tym zmęczeniu mózg mi się lasowałam i wtedy fajnie było poklikać z kimś nie zobowiązująco albo posłuchać o zmaganiach bardzo przyziemnych żeby całkiem nie odlecieć. Używałam więc świata. Używałam Internetu i telefonu a raz nawet ...

Jak Bóg działa to po całości

Chociaż noc już późna się robi jak tu iść spać gdy Boża Dobroć dokoła się rozsypuje :) Niesamowitość Jego działania czasem w rzeczach drobnych a czasem w całkiem sporych jest dla mnie zawsze jednakowo zadziwiająco zdumiewająca. Ja mam wtedy taki odruch bezwarunkowy. WIELBIĘ 👼 A gdyby tego było mało to jeszcze Mama mówi: "Spokojnie. Ja się tu o wszystko troszczę" :) No i po co się zamartwiasz, no po co :) Kiedy On się o wróble troszczy to co o Ciebie się nie zatroszczy. Serio tak myślisz. I się troszczy a jak i to z rozmachem od razu :). Tak, żeby przypadkiem nie pomyślała że to tylko przypadek czy coś. Jak Dobry jest mój Bóg. Jak wielki jest mój Bóg. Tak się tu unoszę i już lewituje prawie ale może bym napisała coś konkretnego :) Nie wiem czy potrafię w zwykłych słowach opisać niezwykłość Jego działania. Zaczęło się od leniwej soboty z późnym, wyluzowanym śniadaniem, praniem w między czasie i małym sprzątankiem nagromadzonych bałaganów. / To sprzątanie to nie po to żeby ...

Mam tę moc.

Wszystko ma swój czas.... Czuje to bardzo mocno.... A radość mnie rozpiera..... Tak, tak, tak to już za kilka dni. Co prawda wielki start jest uzależnione jeszcze od paru rzeczy ale dzieli mnie od niego już tak niewiele :)  Bóg przekonuje mnie też bardzo mocno o swoich planach i swojej (nazwijmy to) pedagogice (a że sama pedagogiem jestem :) )  Dopiero teraz widzę jak dwa miesiące temu nie byłam gotowa na drogę a teraz nie mogę się jej doczekać. To On tak to poukładał że nie ruszyłam od razu dwa miesiące temu. I jeszcze dał mi pozorne wrażenie że to moja decyzja :). Chyba żebym się za bardzo nie buntowała :). Widzę to dopiero dziś kiedy prawie pakuję plecak. Jak bardzo ten czas był mi potrzebny. Ja bardzo potrzebowałam detoksu od mojego dotychczasowego dziś. Jak przez te 15 lat zadziało się we mnie wiele takich spraw, które owszem widziałam ale u innych nie u siebie. Jak bardzo zaczęły mną rządzić "powinnaś" i " muszę". Jak "wypada" i "nie wy...

Plany

Strasznie dużo pytań ostatnio dookoła mnie się dzieję. Wszyscy mnie pytają: jaką trasą, ile czasu chcę iść, jakie dzienne odcinki itd. A ja wciąż odpowiadam "w sumie to nie wiem". Może czas to powoli ogarnąć :) Jednak najważniejszy plan zostawiam Panu Bogu. Jasne, jasne jakiś zarys zrobię (nie mam w sobie jeszcze aż tyle wiary - niestety) jednak naprawdę największą inicjatywę chcę zostawić Jemu.  Idę z kilku powodów. Niektóre już znam.... inne jeszcze nie.... jeszcze inne (znając poczucie humoru Pana Boga) pewnie dopiero poznam :) Po pierwsze idę bo potrzebuję drogi.... Droga to taka przestrzeń.... Dla mnie to taka pustynia ale pustynia w ruchu i tym fizycznym i tym duchowym. Droga, żeby się zadziać potrzebuję ciszy. A cisza żeby się zadziać potrzebuję pewnego oderwania/odejścia od codzienności. Nie da się oderwać siedząc z tyłkiem na wygodnej kanapie (ani nawet w mniej wygodnej pobożnej ławce w kaplicy) więc idę. Chciałabym odejść jak najwięcej (na tyle na ile dziś po...

8 sposobów na szczęście

Ktoś kiedyś powiedział, że historia lubi zataczać kręgi. Sama nie wiem czy do końca zgadzam się z tym stwierdzeniem... ale wiem (doświadczam tego), że przez takie małe znaki Bóg mi coś pokazuję... Kiedy 15 lat temu zaczynał się całkowicie nowy etap w moim życiu wkraczałam w nową "przestrzeń" w towarzystwie ewangelicznych błogosławieństw. Wtedy chyba trochę traktowałam to jak zabawę. Dziś, kiedy kolejny raz zaczynam zupełnie nowy etap swojego życia Pan znów spotyka mnie z błogosławieństwami... a ja szeroko otwieram buzię i nadziwić się nie mogę jak bardzo On mi pokazuję że jest ze mną, że prowadzi. Dwa miesiące temu poczyniłam mały plan tego co w najbliższym czasie miało mnie czekać. Planując datę Camino zobaczyłam że w tych datowych okolicach do Poznania przyjeżdża bardzo ciekawa postać o. Jacques Philippe. Głupio tak sobie wyjeżdżać jak ktoś taki tu przyjeżdża. Tak więc zwróciłam uwagę na datę jego pobytu przy planowaniu. I kiedy wczoraj słuchając go z uwagą doznałam ol...

Nowy początek

Nowy początek jest wtedy kiedy chcę zacząć.  Nie lubię zaczynać od nowa bo to jakaś ściema. Po pierwsze nigdy nie zaczynasz od nowa bo jak zaczynasz to już jesteś inny niż jak poprzednio zaczynałeś. A po za tym zaczynać od nowa to jakby się cofać, zapominasz o doświadczeniu, które zdobyłeś (a po co).  Każdy początek jest tajemniczy (dla mnie przez to trudny). Nie wiem czego się spodziewać. Nie wiem jak to będzie. Trochę nie wiem jaka mam w tym być a może po prostu nie wiem kim być (w końcu bycie sobą jest chyba najtrudniejsze). Ale początek jest też ciekawy. Daje wiele możliwości. Pozwala zacząć a to zawsze jakaś świeżość, siła, energia.  Tym razem zaczynam od wyboru. Wybieram nowy początek (chociaż kompletnie nie wiem co to tym razem oznacza). Wybieram Niebo.  I chcę o tym pisać (a co 😄). Jeśli chcesz poznać moją historię - zapraszam.... Jeszcze nie wiem jaka będzie ale wiem że będzie fantastyczna bo to MOJA HISTORIA  i MÓJ WYBÓR......